czwartek, 17 listopada 2016

Skin79 vs HolikaHolika - bitwa maseczek Aloesowych

Dziś przychodzę do Was z bitwą, a konkretnie bitwą na maski, w której obiektem testowym była moja twarz :D
W szranki stanęły : maska Aloe z serii FreshGardenMask marki Skin79 oraz maska Aloe Juicy od HolikaHolika.

Zacznę od tego, że tak jak chyba większość blogerek i ja dałam się porwać Azjo/Koreo-Manii, wywołanej między innymi za sprawą książki Charlotte Cho - Sekrety Urody Koreanek.
Nie będę ukrywać, że przyczyniły się do tego również inne blogerki, piszące o tego typu produktach, a zwłaszcza Interendo, która chyba wszystkich zaraża miłością, a mnie samą obdarowała ogromnym pudłem kosmetyków, głównie Koreańskich :D.

Oczywiście ta przygoda zaczęła się u mnie już spory czas temu, co mogliście zaobserwować na Insta, jednak pomimo naprawdę sporej ilości zużytych maseczek w płachcie, nie wystawiałam im dotychczas recenzji na blogu.
Czemu ? Bo pomimo mojej całej sympatii do Koreańskich marek, takich jak Skin79 uważałam, że temat ten jest już tak wałkowany w blogosferze, że zwyczajnie bez sensu pisać kolejne recenzje każdej jednej maski.
Zapisywałam sobie za to w zeszyciku swoje przemyślenia po użyciu każdej z nich, a puste opakowania odkładałam do pudełka, aż w końcu pomyślałam, że chyba warto w końcu podzielić się z Wami moimi obserwacjami.
Mimo wszystko nadal nie do końca mi się widzi pisanie pojedynczych recenzji, więc będą one raczej zbiorowe i porównawcze, tak jak dziś :)

Po tym "krótkim" wstępie i "historii mojego życia" :P, zapraszam na dalszą część, czyli na właściwe recenzje ;).

Jako pierwszą z aloesowych maseczek przetestowałam tę od Skin79.


Maska jest standardowo w formie bawełnianej płachty z wyciętymi otworami na oczy i usta.
Płachta jest odpowiednio nawilżona, ale nie bardzo mokra. Nic z niej nie kapie, a w opakowaniu nie ma dużego nadmiaru produktu, choć oczywiście da się go trochę wycisnąć w celu wklepania w szyję oraz dekolt :)

W przypadku większości masek Skina mam jednak pewien drobny problem i nie wiem, czy jestem w tym sama, czy inni też tak mają ^^. Pomimo tego, że maska bardzo fajnie przylega do twarzy i nie odkleja się z niej, nawet jeśli będziemy w niej siedzieć czy się poruszać, to jednak wydaje mi się, że jej kształt jest jakby odrobinę zbyt wydłużony.

Nie zrobiłam zdjęcia, więc postaram się obrazowo wyjaśnić, o co mi chodzi.
Część maski, która powinna być nad ustami a pod nosem, naturalnie ląduje u mnie na ustach a pod nosem mam dziurę :P.
Muszę wtedy trochę pokombinować i lekko zmarszczyć maskę ma wysokości oczu i nosa po to, żeby otwór na usta znalazł się na odpowiedniej wysokości.
Ciekawi mnie czy też tak macie, czy to tylko ja jestem jakaś niewymiarowa ? :P

Jeśli chodzi o zapach, to jest bardzo delikatny i nie natrętny, jednak ciężko mi określić czym konkretnym pachnie.

Na poniższym zdjęciu możecie podejrzeć skład produktu :


Po maskę sięgnęłam w momencie, w którym moja cera zaczęła się buntować i pojawiło się na niej kilka wyprysków.
Aloesowa wersja maski ma między innymi działanie przeciwzapalne, kojące i łagodzące, dlatego uznałam, że będzie to idealny czas na jej przetestowanie.

Po oczyszczeniu i tonizowaniu skóry nałożyłam maskę i wklepałam resztę produktu z opakowania w szyję oraz dekolt, po czym oddałam się 20-stu minutowemu relaksowi ;).
Gdy czas upłynął, zdjęłam maskę i wklepałam resztki tego, co się jeszcze nie zdążyło wchłonąć w twarz.

Niestety po całkowitym wyschnięciu produktu, wciąż miałam wrażenie klejącego filmu na twarzy, którego bardzo nie lubię. Wytrzymałam tak jakieś pół godziny, po czym zmyłam resztki produktu tonikiem i nałożyłam krem na noc (maseczki zawsze nakładam późnym wieczorkiem, więc to był już czas na nocny kremik).

Pomimo klejącego filmu, maseczka fajnie zadziałała na moją skórę.
Faktyczne cera została ukojona i wypryski przygasły, oraz nie pojawiły się nowe
.
Od jakiegoś czasu, dzięki odpowiedniej pielęgnacji nie miewam suchych skórek i ciężko jest mi zaobserwować faktyczne działanie nawilżające, więc raczej bym powiedziała, że dzięki takim maseczkom nawilżenie zostaje utrzymane na odpowiednim poziomie ;).

Drugą maską, jaką wybrałam do tego zestawienia jest Aloe Holika Holika.


Sama forma maski jest identyczna jak wyżej, czyli wygląda jak okrągła bawełniana płachta z dziurami.
W kwestii nasączenia też jest bardzo podobnie - jest odpowiednio wilgotna, a przy tym niekapiąca. Również w opakowaniu ilość pozostałego produktu była bardzo zbliżona - wystarczyło na wklepanie w szyję oraz dekolt.

Ta maseczka jednak, w odróżnieniu od Skinowej, idealnie pasuje do mojej twarzy - wszystkie otwory trafiły dokładnie tam, gdzie powinny być, więc tu ma plusa :D.

Co ciekawe, maseczka pachnie dla mnie zielonym ogórkiem, ale w sumie nie w tym nic dziwnego, bo ekstrakt z tego warzywka jest w składzie, tuż po aloesie ;).
Mnie osobiście nie przeszkadza ten zapach, pomimo że czuć go dość wyraźnie. Jest jednak przy tym taki świeży i orzeźwiający, że dla mnie to raczej zaleta, niż wada tej maseczki.

Skład dla ciekawskich :


Produkt z maseczki fajnie się wchłania i choć czuć po nim na skórze coś w rodzaju delikatnego napięcia, to jednak nie jest to klejąca warstwa, jak po masce Skin79. Po tamtej zwyczajnie nie wytrzymałam i w końcu musiałam umyć buzię, a tu nie miałam takiego problemu.  Na dobre zakończenie dnia nałożyłam tylko krem na noc i mogłam iść spać ;).
Samo działanie maseczki również okazało się bardzo zbliżone, więc myślę, że przejdę od razu do podsumowania, żeby się nie powtarzać.
Obie maseczki uspokoiły moją cerę i zadziałały przeciwzapalnie - przygasiły drobne wypryski i zapobiegły powstaniu kolejnych.
Po żadnej z nich nie zauważyłam super hiper nawilżenia, jednak obie utrzymały je na fajnym poziomie.
Na plus dla maski Holika Holika, przemawia jednak brak problemu z klejącą warstwą, która została mi na skórze po masce Skin79, oraz dla mnie osobiście sam rozmiar tej maseczki okazał się lepszy.

Dodam tylko, że cenowo maseczki wypadają bardzo podobnie, ponieważ Holika Holika kosztuje ok 9zł - kupowałam ją na stronie cocolita.pl, a Fresh Garden często również można trafić w cenie ok 10zł na stronie producenta Skin79  (standardowo kosztuje 15zł).
Co ciekawe Skin79 posiada w swojej ofercie jeszcze 2 maseczki aloesowe, których nie miałam dotychczas, więc pewnie skuszę się na nie w przyszłości i porównam do tej z serii Fresh Garden ;).

Znacie Koreańskie maseczki w płachcie ? Lubicie je ?

porównanie aloesowych maseczek w płachcie , porównanie Koreańskich maseczek, aloesowe maski w płachcie

31 komentarzy:

  1. Maski w plachcie, to moje ulubione maseczki ostatnio, lubię je za formę, szybkość działania i ze nie rudzimy wszystkiego wokół, jak to czasem bywa z normalnymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :D Ja mam zawsze kilka w zapasie i w zależności od potrzeby sięgam po odpowiednią. Nie muszę niczego przygotowywać, bo już mam gotową maskę ;)

      Usuń
  2. muszę przetestować te maski w płachcie bo jakoś nie miałam okazji. najbardziej interesuje mnie maska Holika Holika. przy mojej suchej skórze i wrażliwej sądzę że aloes jest jak najbardziej wskazany ;) super porównanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aloesik jak najbardziej powinien się sprawdzić :)

      Usuń
  3. Też czasami mam problem z wymiarami tych masek :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, czyli jednak nie jestem sama... ufff... a już myślałam, że ze mnie jakiś ufoludek, bo nie przypominam sobie aby ktokolwiek pisał o podobnym problemie. No chyba, że nie zwróciłam na to uwagi, jakimś cudem ^^.

      Usuń
  4. Nie znam tych maseczek, ale obydwie bym chętnie wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie są strasznie drogie więc myślę, że od czasu do czasu można się na jakąś skusić :)

      Usuń
  5. Aloes dobry dla skóry oraz włosów. Ja nie miałam nigdy takiej maseczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Sama często stosuję aloes na włosy :) Mam też balsam z aloesem i często sięgam po kosmetyki, które go zawierają.

      Usuń
  6. Maseczki bardzo ładnie wyglądają :) Nie znam ich i przyznam szczerze, że maseczki to produkty które pomijam w pielęgnacji :(
    Zapraszam na LA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same maseczki wewnątrz to nic szczególnego, ale opakowania przyciągają wzrok :D
      Czasem warto sprawić swojej skórze taką przyjemność i nałożyć maseczkę :).

      Usuń
  7. Kuszą mnie zarówno maski jednej jak i drugiej marki, ale na razie jeszzcze po żadne z nich nie sięgnęłam, pewnie przez to, że nie są za bardzo dostępne stacjonarnie :/ Z masek w płacie używałam jedynie z LomiLomi i są całkiem ok, a szczególnie wersja z acerolą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, z dostępem stacjonarnym ciężko, jednak coraz więcej drogerii internetowych ma te maski w swojej ofercie :). Ja często dorzucam je do koszyka przy okazji innych kosmetycznych zakupów.

      Usuń
  8. Lubię zapach zielonego ogórka :)Aloes jak najbardziej na plus +

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z tym zapachem to różnie :D Pewnie w nadmiernej ilości by mnie drażnił, jednak od czasu do czasu jest fajny :)

      Usuń
  9. Dzięki za recenzje i porównanie :) Z żadna tych marek nie miałam jeszcze nic wspólnego i przyznam że mnie kuszą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto się skusić choćby na próbę. Jest mnóstwo rodzajów, na przeróżne dolegliwości skórne :).

      Usuń
  10. Maseczek w płacie jeszcze nigdy nie miałam. Na razie używam takich tradycyjnych w kremie,ale opcja jest kusząca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jeszcze do niedawna używałam tylko takich w kremie, lub w proszku do rozrabiania, jednak ostatnio praktycznie całkiem z nich zrezygnowałam na rzecz maseczek w płachcie :).

      Usuń
  11. A ja jeszcze nie znam tych maseczek :P kurczę, muszę nadrobić!

    OdpowiedzUsuń
  12. Holika tez ma drugą maseczkę w ofercie :D tę klasyczną do serii butelek z liściem i ta moim zdaniem jest jeszcze lepsza ;p bo to tak naprawdę czysty aloes na płachcie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz.. widziałam tę maskę ale jak blondynka sądziłam, że to jakaś próbka żelu aloesowego haha :D Teraz doczytałam, że maska jest nasączona sokiem aloesowym.
      To dobrze, bo jak patrzyłam na wizerunek tej buteleczki to kojarzyła mi się z żelem aloesowym Skina, którego jednak jakoś wolę nakładać na ciało i włosy niż na twarz - może ze względu na ten perfumowany zapach ?
      W sumie samego Aloesu Holika też jeszcze nie miałam, więc nie wiem jaki jest ^^.
      Ahh... tyle do nadrobienia, tylko kiedy to wszystko zużyć :P ?

      Usuń
  13. Nie miałam nigdy tych maseczek i jestem bardzo ciekawa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się już chyba lekko od nich uzależniłam ^^. Zawsze mam zapas :D.

      Usuń
  14. Niedawno dałam się skusić na kilka maseczek w płachcie ze Skin79 i wciąż oczekuję na przesyłkę. Muszę przyznać, że gdy tylko zobaczyłam tytuł posta, przestraszyłam się, że pomimo renomy firmy, mogłam zainwestować w buble :D Jakie szczęście, że jednak aloesowa nie okazała się tragiczna! Teraz mogę w dalszym ciągu oczekiwać ich z niecierpliwością! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, nie jest tak źle hihi :D Ja ogólnie lubię ich maski i chętnie po nie sięgam, jednak w tym zmaganiu moim faworytem została Holika :).

      Usuń
  15. Bardzo lubie maski ze skin79 :) Probowałam jeszcze tej silnie nawilzajacej i miodowej - tez sa super. Co do ksztaltu to mysle, ze to kwestia owalu twarzy, mi ta maska pasuje :D

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz, oraz obserwację. Są one dla mnie wielką motywacją oraz nagrodą.
W wolnych chwilach staram się odwiedzać Was wszystkich :)

ps. komentarze z linkami zazwyczaj trafiają bezpośrednio do spamu, więc ich nie zostawiajcie. Nie martwcie się, trafię do Was :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...